Witaj na moim blogu, mam nadzieję że znajdziesz tutaj coś dla siebie, być może nutę ukojenia, pocieszenia, lub jak to często bywa w życiu - motywację do przemyśleń... Zajrzałeś tu, więc jesteś wyjątkową osobą - i to miejsce jest ... dla Ciebie

Ten blog to zbiór moich myśli, wspomnień, marzeń, które trudno jest wypowiedzieć w zwykłych zdaniach. Tutaj możesz poznać część mojej osoby, mimo że nie znasz nawet mojego imienia. W tym świecie nazywam się Evan Olcan.
Niech tak zostanie, pozdrawiam.

Wiersze piszę dla siebie. Również dla siebie je publikuję na tym blogu. Sam jestem przewodnikiem swoich dróg. Dlatego wiersze pojawiają się tutaj z różną częstotliwością.

Jeśli chcesz pozostawić komentarz, będzie mi miło :) Jednak nie licz na rychłą odpowiedź - wszak jest to specyficzny blog :)

czwartek, 27 marca 2014

Zielona sukienka

Witajcie
Dziś postanowiłem tutaj zajrzeć. Złapałem chwilę czasu, no i , co najważniejsze - COŚ napisałem :)
Więc chcę Wam to pokazać.
Kilka słów o Lemkowynie. O czym dokładnie? Przeczytajcie sami..
Pozdrawiam Was gorąco i dziękuję za odwiedziny. 
Ostatnio, gdy mówiłem dlaczego tu nie zaglądam, nie powiedziałem wszystkiego. Nie chodzi tylko o brak weny, brak czasu. Chodzi też i o spamujące programy, które non stop wrzucają głupkowate komentarze :D Śmieszy mnie to, ale i po części irytuje :) Dlatego wolę pisać rzadziej, a bardziej rzeczowo-mniej będzie przynajmniej spamu w komentarzach - nie kochani, nie mam na myśli Was, mam na myśli to COŚ co sami pewnie niekiedy dostrzegacie :)
A teraz przedstawiam "Zieloną sukienkę"


""
Wzleciała,
na skrzydłach motyla
strząsając kurz ze starych ksiąg
kamiennym atramentem pisanych.
Wzleciała ponad chmury
wadząc zwiewną sukienką
z zielono - żółtego jedwabiu
(o Magurskie szczyty).
I rozsypały się buczyny,
i zamieszkały w starych domach,
na cmentarzach, śpiących polach.
Gorset miała błękitny.
Zabrali jej.
Zerwali żelaznymi obcęgami
rwąc cieniutką wstążkę
(jak wartka Bortnianka).

Odleciała ponad chmury.
Naga.
Piersi niespokojnie
w takt serca
wznoszą się, i opadają
jak wątła trawa pod wietrznym batogiem.

Odleciała w dal,
wypędzona, zawstydzona,
zaciskając nagie uda, piękna jak poranek,
jakby chcąc ukryć te wszystkie złe sny...

Gdzież lecisz, moja droga..?
Uniosła się aż do Boga
czysta w swej nagości
dziewicza w pohańbieniu.
Bóg starł łzy ciężkie, ołowiane...

Powróciła.
Nieśmiała,
stąpając cicho, zerkając
czy sen już minął, i słońce wstało...
Odeszło w niepamięć.

I nastał Jej czas
dobrej Pani,
Pani gór i lasów.
I ludzi dawnej wiary.
""

środa, 12 marca 2014

Na Kornutach i ja byłem

Witajcie.

Bywam tu rzadko - wiecie, mało pisuję od dłuższego czasu. Chyba przez to że ciągle brak czasu na cokolwiek ;)

Ale myślę o Lemkowynie - i planuję ja wkrótce odwiedzić ;)

Kto wie, czy ten blog będę nadal kontynuował - nie, nie dlatego że straciłem ku temu serce :) To nie tak. 

Ot, po prostu właściwie ostatnio nie piszę, a całym sercem oddałem się drugiemu blogowi (css to tajemnica) - lemkowyna.blogspot.com :)

Ale jako że nie lubię się poddawać, to zapewne będę tu od czasu do czasu coś pisywał. A jak nie, to kto wie, może i na drugi blog coś niecoś swojego przeniosę?? :)
Szkoda by mi było - trochę historii już ta stronka poznała :) Znalazłem tu wirtualnych przyjaciół, którzy nie raz i nie dwa radzili mi gdy tego potrzebowałem :) Pozdrawiam Was ;) Bądźcie cierpliwi - jeszcze wróci wena, i zacznę znów skrobać. 

Wiem, że zbyt rzadko zaglądam i tutaj, i do Was, ale mam nadzieję, że zrozumiecie :)

A Was zapraszam na mój drugi blog, i do krótkiej lekturki poniżej tych zdań :)
(i zostanę z Wami, będę tu wracał, od czasu do czasu ;) )

05. 01. 2013.


""
Snem zmorzone
szeptają bez końca
te, co z rogu koziego
wyrosły,
rozgrzane tchnieniem słońca.
Olbrzymy to
zrodzone z ludzkiej myśli
kamienni strażnicy
lęków naszych bliźnich.
Kształty im nadały
ludzkie oczy
tak niedoskonałe
lustra naszych serc
zgłębionych bezmiarem...
""